"What do I think of the pie?
What do I think of the pie?
Goodness gracious, it's delicious,
That's what I think of the pie!"
Nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią ciasta, bo przecież ciasta są smaczne zdrowe i ogólnie fajne. Oficjalnie bojkotuję prawo do nie lubienia ciasta, i apeluję o nazywanie przeciwników ciast pół-ludźmi i bucami, oraz o odebranie im praw człowieka. No bo jak można nie lubić ciasta? :)
czwartek, 29 maja 2008
środa, 28 maja 2008
O Iliadzie, Odyseji, gównie i Jozinie z Bazin
Siedzę sobie smutny jakiś, nie wiem o czym tu napisać. Przydałoby sie trochę uśmiechu... Właśnie, śmiech. Z chęcią zajrzałbym sobie na jakąś stosowną stronę, obejrzał parę fajnych filmików, poczytał jakieś kawały i poprawił sobie humor. Ale KUR*** MAĆ wiem, że jak wejdę na jakiś tego typu serwis, zobaczę jakiegoś Jozina z Bazin czy inne super - ekstra - śmieszne gówno w którym główną atrakcją jest koleś tańczący jak robot z autyzmem i nie wiedzący co to golarka, lub kaleczenie rodzimego języka ( O Władcach Much mówię - nie, nie o "Włatcach Móch" - ja polskiego kaleczył nie będę ).
Najgorsze jest chyba to, że większość ludzi jest super zadowolona gdy zobaczy coś takiego. Co więcej, próbują oni naśladować swoich pożal się Boże idoli. Zgadnijcie, kto prowadzi ten dialog:
- Ej, czekajcie chłopacy! Kurde no!
- O w pytke zbysia, ale zapieprzasz, no dawaj szybciej, bucu.
- Kurde no, juz jestem. Zobacz, ptakowie lecą, może ich zestrzelimy, tą no, procą.
- No, pewnie donald o tym marzy.
- No i moherowe berety, kurde.
tadadadadadadaaaaaa ( muzyczka z milionerów, edycji specjalnej, dla dzieci pokrzywdzonych przez los ).
- Drogi czytelniku, jak sądzisz, czy powyższy dialog prowadzili:
a) absolwenci klasy wyrównawczej o profilu rozbijania kamieni głową, technikum kamieniarskiego im. Freda Flinstona.
b) To chyba po czesku.
c) Zwykli, polscy uczniowie podstawówki.
d) Jestem bardzo cwany i wiem, że to Ty autorze wymyśliłeś ten dialog.
Wybrałeś odpowiedź? Trzymaj teraz kciuki... poprawna odpowiedź to.... D. Haha, cwaniaczku, myślałeś, że C? Zrobiłem Cię w bambuko :) Ale w sumie to C też by w miarę pasowało. Wszyscy kaleczą polski, ryją z super śmiesznych żarcików politycznych, z ojca Rydzyka, Władców Much i Jozina z Bazin. Próbowałem się z tego śmiać, ale nie da się. Zacząłem więc śmiać się z ludzi, którzy śmieją się z tych rzeczy. Polacy mają na ogół kiepski gust, jeśli chodzi o humor. Dlaczego tak mało osób docenia perypetie Homera Simpsona ( stąd Iliada i Odyseja w tytule posta ), South Park i tym podobne? Dlaczego w South Parku, wszyscy widzą tylko wulgaryzmy, a nikt nie dostrzega w nim naszego świata, pokazanego w krzywym zwierciadle, oddającego w świetny sposób naturę człowieka, a jednocześnie będącego na granicy absurdu? Dlaczego? KUR**************** DLACZEGO? Dlaczego lepiej śmiać się z zielonego, małego, zgniłego kolesia wyglądającego jak down na paradzie gejów? Nie rozumiem tego... Ale wielu rzeczy nie rozumiem... A może śmieszy on Ciebie, drogi czytelniku? Powiedziałbym, że nie jest jeszcze dla Ciebie za późno - ale powiem - spieprzaj z mojego bloga idioto. Tym optymistycznym akcentem...
aaa... i jeszcze - wbijajcie na blog mojego kolegi Artura ( link po lewej ) bo ma inteligentne przemyślenia podane w bardzo nieprzystępny sposób, co czyni z jego dziennika, coś więcej niż zwykłego bloga.
Najgorsze jest chyba to, że większość ludzi jest super zadowolona gdy zobaczy coś takiego. Co więcej, próbują oni naśladować swoich pożal się Boże idoli. Zgadnijcie, kto prowadzi ten dialog:
- Ej, czekajcie chłopacy! Kurde no!
- O w pytke zbysia, ale zapieprzasz, no dawaj szybciej, bucu.
- Kurde no, juz jestem. Zobacz, ptakowie lecą, może ich zestrzelimy, tą no, procą.
- No, pewnie donald o tym marzy.
- No i moherowe berety, kurde.
tadadadadadadaaaaaa ( muzyczka z milionerów, edycji specjalnej, dla dzieci pokrzywdzonych przez los ).
- Drogi czytelniku, jak sądzisz, czy powyższy dialog prowadzili:
a) absolwenci klasy wyrównawczej o profilu rozbijania kamieni głową, technikum kamieniarskiego im. Freda Flinstona.
b) To chyba po czesku.
c) Zwykli, polscy uczniowie podstawówki.
d) Jestem bardzo cwany i wiem, że to Ty autorze wymyśliłeś ten dialog.
Wybrałeś odpowiedź? Trzymaj teraz kciuki... poprawna odpowiedź to.... D. Haha, cwaniaczku, myślałeś, że C? Zrobiłem Cię w bambuko :) Ale w sumie to C też by w miarę pasowało. Wszyscy kaleczą polski, ryją z super śmiesznych żarcików politycznych, z ojca Rydzyka, Władców Much i Jozina z Bazin. Próbowałem się z tego śmiać, ale nie da się. Zacząłem więc śmiać się z ludzi, którzy śmieją się z tych rzeczy. Polacy mają na ogół kiepski gust, jeśli chodzi o humor. Dlaczego tak mało osób docenia perypetie Homera Simpsona ( stąd Iliada i Odyseja w tytule posta ), South Park i tym podobne? Dlaczego w South Parku, wszyscy widzą tylko wulgaryzmy, a nikt nie dostrzega w nim naszego świata, pokazanego w krzywym zwierciadle, oddającego w świetny sposób naturę człowieka, a jednocześnie będącego na granicy absurdu? Dlaczego? KUR**************** DLACZEGO? Dlaczego lepiej śmiać się z zielonego, małego, zgniłego kolesia wyglądającego jak down na paradzie gejów? Nie rozumiem tego... Ale wielu rzeczy nie rozumiem... A może śmieszy on Ciebie, drogi czytelniku? Powiedziałbym, że nie jest jeszcze dla Ciebie za późno - ale powiem - spieprzaj z mojego bloga idioto. Tym optymistycznym akcentem...
aaa... i jeszcze - wbijajcie na blog mojego kolegi Artura ( link po lewej ) bo ma inteligentne przemyślenia podane w bardzo nieprzystępny sposób, co czyni z jego dziennika, coś więcej niż zwykłego bloga.
wtorek, 27 maja 2008
"scissors rusting when you're touched"
Jak widać, poziom mojego małego internetowego zakątka rośnie z postu na post. Teraz walnąłem sobie w tytule angielski cytat z piosenki ( Fair to Midland - Orphen Anthem '86 - szczerze polecam ), więc prowadzenie bloga rzuca mi się już na mózg. Cytacik jest fajny, tylko teraz trzeba wymyślić jakieś usprawiedliwienie - "skąd on się tu do jasnej cholery wziął". Z piosenki, ludzie, z piosenki! Takie usprawiedliwienie powinno spokojnie wystarczyć, jednak ludzie z natury są zbyt ciekawscy, a sensu szukają pytając twórcy, a nie wnikliwie analizując jego dzieła. To jest skandal i ja protestuję.
Przejdźmy jednak do konkretów. Tak sobie ostatnio myślałem, że żeby uzbierać na wymarzoną gitarę, byłbym skłonny odkładać co miesiąc trzy razy więcej pieniędzy niż dotychczas. Założyłem okulary połówki, wziąłem do ręki twardy ołówek i rozpocząłem zaciekle rachować:
3 * 0 = 0
Doszedłem więc do wniosku, że świat nie jest sprawiedliwy - ni cholerę. Obojętnie jak się staram, czy w ogóle, czy dwa, trzy, sześć razy więcej niż dotychczas, wynik jest tak samo mierny. Kiedyś ktoś powiedział, że z cyfr da się wyczytać wszystko i miał chyba rację. Natchniony stworzyłem wzór na wyniki starań człowieka! Nim dostanę nagrodę Nobla i osiemnaście szóstek z matmy, opublikuję go tutaj, dla ludu. Tadadadam! Brzmi on więc:
x * y = 0
gdzie x jest współczynnikiem starań, y liczbą początkową zero ( zawsze, obowiązkowo ) a zero wynikiem. Tak, tak jestem geniuszem. Starałem się o to od zawsze i zostałem nim, co obala mój wzór na starania i jednocześnie potwierdza go. Starałem się by być geniuszem, napisałem wzór na staranie, zostałem geniuszem, to obaliło mój wzór, nie byłem już geniuszem, co potwierdziło mój wzór... Paradoks jak cholera :)
Post wyszedł odrobinę ambitniejszy niż ten o gównie, dlatego zakończymy go optymistycznym akcentem. Cytat w tytule jest jak najbardziej prawdziwy, a nożyce rdzewieją gdy ich dotykasz, bo masz brudne ręce i śmierdzisz, więc idź się umyć i nie czytaj już głupot po nocach :)
Przejdźmy jednak do konkretów. Tak sobie ostatnio myślałem, że żeby uzbierać na wymarzoną gitarę, byłbym skłonny odkładać co miesiąc trzy razy więcej pieniędzy niż dotychczas. Założyłem okulary połówki, wziąłem do ręki twardy ołówek i rozpocząłem zaciekle rachować:
3 * 0 = 0
Doszedłem więc do wniosku, że świat nie jest sprawiedliwy - ni cholerę. Obojętnie jak się staram, czy w ogóle, czy dwa, trzy, sześć razy więcej niż dotychczas, wynik jest tak samo mierny. Kiedyś ktoś powiedział, że z cyfr da się wyczytać wszystko i miał chyba rację. Natchniony stworzyłem wzór na wyniki starań człowieka! Nim dostanę nagrodę Nobla i osiemnaście szóstek z matmy, opublikuję go tutaj, dla ludu. Tadadadam! Brzmi on więc:
x * y = 0
gdzie x jest współczynnikiem starań, y liczbą początkową zero ( zawsze, obowiązkowo ) a zero wynikiem. Tak, tak jestem geniuszem. Starałem się o to od zawsze i zostałem nim, co obala mój wzór na starania i jednocześnie potwierdza go. Starałem się by być geniuszem, napisałem wzór na staranie, zostałem geniuszem, to obaliło mój wzór, nie byłem już geniuszem, co potwierdziło mój wzór... Paradoks jak cholera :)
Post wyszedł odrobinę ambitniejszy niż ten o gównie, dlatego zakończymy go optymistycznym akcentem. Cytat w tytule jest jak najbardziej prawdziwy, a nożyce rdzewieją gdy ich dotykasz, bo masz brudne ręce i śmierdzisz, więc idź się umyć i nie czytaj już głupot po nocach :)
poniedziałek, 26 maja 2008
Post o gównie
Tak sobie siedzę i myślę, o czym mógłbym napisać posta. Wszak prowadzenie blogaska to poważne zadanie, którego nie można zaniedbywać. Chciałem napisać coś pozytywnego, a tu? Polscy piłkarze kompromitują się z Macedonią, Bayer zatrudnia jakiegoś bęcwała zamiast prawdziwego trenera. Chciałem coś napisać, ale nie było o czym. Postanowiłem więc, że ten post będzie o gównie.
Dlaczego wybrałem akurat gówno? Otóż najbardziej pasuje do mojej idei tworzenia czegokolwiek jak najmniejszym kosztem - czyli, pisania o niczym. Wbrew pozorom, bardzo wielu ludzi często korzysta z podobnych praktyk. Starają się to ukryć, ale często mówią o tym zupełnie nieświadomie. Weźmy pod lupę dialog dwóch najlepszych przyjaciół:
- Co robisz?
- Piszę.
- A o czym?
- O gównie!
Lub w trudniejszej w odbiorze, aczkolwiek też często spotykanej formie:
-Co robisz?
- Piszę.
- Co?
- Gówno!
Tak więc w moich szatańskich praktykach nie jestem osamotniony. Wiedzcie też, że gdy w tym momencie do pokoju wejdzie wasz rodzic, zapewne przeprowadzicie z nim podobny dialog:
-Co robisz synku / córeczko?
- Czytam.
- O czym?
- O gównie.
Świat jest jednak niesprawiedliwy i za powiedzenie prawdy będziecie mogli dostać jak to się mówi "opieprz". Nigdy jednak nie obiecywałem, że czytanie mojej twórczości wyjdzie komukolwiek na dobre, poza tym świat nie jest sprawiedliwy ( jak już zresztą pisałem umm... zdanie temu? ). Taak, to jedna z jego wad... No, to mam nadzieję, że moje "gówno" ( a raczej post o nim ) było zjadliwe. Do następnej noci :* :* :* ( już bardziej się z nią postaram ).
Dlaczego wybrałem akurat gówno? Otóż najbardziej pasuje do mojej idei tworzenia czegokolwiek jak najmniejszym kosztem - czyli, pisania o niczym. Wbrew pozorom, bardzo wielu ludzi często korzysta z podobnych praktyk. Starają się to ukryć, ale często mówią o tym zupełnie nieświadomie. Weźmy pod lupę dialog dwóch najlepszych przyjaciół:
- Co robisz?
- Piszę.
- A o czym?
- O gównie!
Lub w trudniejszej w odbiorze, aczkolwiek też często spotykanej formie:
-Co robisz?
- Piszę.
- Co?
- Gówno!
Tak więc w moich szatańskich praktykach nie jestem osamotniony. Wiedzcie też, że gdy w tym momencie do pokoju wejdzie wasz rodzic, zapewne przeprowadzicie z nim podobny dialog:
-Co robisz synku / córeczko?
- Czytam.
- O czym?
- O gównie.
Świat jest jednak niesprawiedliwy i za powiedzenie prawdy będziecie mogli dostać jak to się mówi "opieprz". Nigdy jednak nie obiecywałem, że czytanie mojej twórczości wyjdzie komukolwiek na dobre, poza tym świat nie jest sprawiedliwy ( jak już zresztą pisałem umm... zdanie temu? ). Taak, to jedna z jego wad... No, to mam nadzieję, że moje "gówno" ( a raczej post o nim ) było zjadliwe. Do następnej noci :* :* :* ( już bardziej się z nią postaram ).
niedziela, 25 maja 2008
Eurowizja 2008
Chciałem napisać co nieco o wielkim corocznym przedsięwzięciu muzycznym, zwanym konkursem Eurowizji. Otóż większość narodów europejskich, każdego roku wysyła na owy konkurs swojego reprezentanta, wyłonionego w eliminacjach krajowych. Z reguły wygrywa państwo, które uzyskuje najwyższy wynik działania: "żałosność utworu w skali od 1 do 10 + liczba narodów z którymi sąsiaduje".
Kurczę, powinienem to chyba opatentować, gdyż w tym roku mój mały matematyczny wzór sprawdził się po raz kolejny. Wygrał reprezentant Rosji z jakąś beznadziejną piosenką, która nikomu normalnemu, nawet mimo chęci nie wpadnie w ucho. No, ale tak już jest w tym pożal się Boże "konkursie". Dlaczego wyraz konkurs umieściłem w cudzysłowie? Ano dlatego, że z Eurowizji taki konkurs jak ze mnie sułtan... czyli zajebisty ;-) Nie no, żartowałem - nazywanie tego czegoś konkursem to lekkie nadużycie. Wszyscy zbierali punkty głównie po sąsiedzku. Oczywiście nasi sąsiedzi nas olali, ale tak samo my olaliśmy ich. Warto wspomnieć o tym, że nasz drogi reprezentant Isis Gee zajął ostatnie miejsce, wraz z wykonawcami z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Zgadnijcie kto dał nam uciułać te zaszczytne czternaście punktów? Oczywiście, zgadliście - my sami, czyli Irlandia i Wielka Brytania. Jeśli chodzi o to zgadywanie, to jest ono całkiem łatwe. Gdy wczoraj oglądałem transmisję, zwykle wiedziałem kto dostanie od danego państwa maksymalną liczbę punktów, podobnie zresztą jak komentator, który nie krył już znużenia tą ciągłą schematycznością. Wystarczy znać podstawy geografii.
Ogólnie zawiodłem się na Eurowizji, tak jak zresztą co roku. Nie wiem dlaczego to jeszcze oglądam. Jedynym utworem który w miarę mi się podobał, był "Deli" autorstwa grupy Mor ve Ötesi, reprezentującej Turcję. Przeszkadza mi w niej jedynie tekst,śpiewany w ojczystym jezyku wykonawców - ciężko mi się słucha piosenek wykonywanych w egzotycznych dla mnie językach. Rytm, brzmienie gitar itd. są natomiast w "Deli" całkiem fajne. Mor ve Otesi zajęli siódme miejsce, co i tak uważam za spory sukces w tak ustawionym przedsięwzięciu.
Pamiętam, że kilka lat temu przynajmniej uśmiałem się z Lordi i z zespołu śpiewającego "We are the winners, of Eurovision". Teraz pozostaje tylko płakać...
Kurczę, powinienem to chyba opatentować, gdyż w tym roku mój mały matematyczny wzór sprawdził się po raz kolejny. Wygrał reprezentant Rosji z jakąś beznadziejną piosenką, która nikomu normalnemu, nawet mimo chęci nie wpadnie w ucho. No, ale tak już jest w tym pożal się Boże "konkursie". Dlaczego wyraz konkurs umieściłem w cudzysłowie? Ano dlatego, że z Eurowizji taki konkurs jak ze mnie sułtan... czyli zajebisty ;-) Nie no, żartowałem - nazywanie tego czegoś konkursem to lekkie nadużycie. Wszyscy zbierali punkty głównie po sąsiedzku. Oczywiście nasi sąsiedzi nas olali, ale tak samo my olaliśmy ich. Warto wspomnieć o tym, że nasz drogi reprezentant Isis Gee zajął ostatnie miejsce, wraz z wykonawcami z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Zgadnijcie kto dał nam uciułać te zaszczytne czternaście punktów? Oczywiście, zgadliście - my sami, czyli Irlandia i Wielka Brytania. Jeśli chodzi o to zgadywanie, to jest ono całkiem łatwe. Gdy wczoraj oglądałem transmisję, zwykle wiedziałem kto dostanie od danego państwa maksymalną liczbę punktów, podobnie zresztą jak komentator, który nie krył już znużenia tą ciągłą schematycznością. Wystarczy znać podstawy geografii.
Ogólnie zawiodłem się na Eurowizji, tak jak zresztą co roku. Nie wiem dlaczego to jeszcze oglądam. Jedynym utworem który w miarę mi się podobał, był "Deli" autorstwa grupy Mor ve Ötesi, reprezentującej Turcję. Przeszkadza mi w niej jedynie tekst,śpiewany w ojczystym jezyku wykonawców - ciężko mi się słucha piosenek wykonywanych w egzotycznych dla mnie językach. Rytm, brzmienie gitar itd. są natomiast w "Deli" całkiem fajne. Mor ve Otesi zajęli siódme miejsce, co i tak uważam za spory sukces w tak ustawionym przedsięwzięciu.
Pamiętam, że kilka lat temu przynajmniej uśmiałem się z Lordi i z zespołu śpiewającego "We are the winners, of Eurovision". Teraz pozostaje tylko płakać...
Takie tam przejście
Postanowiłem reaktywować mojego bloga :) Mam chyba o czym pisać, raczej mi się to nie znudzi, więc będę zanudzał was moimi nudnymi i bezsensownymi postami z powtórzeniami wyrazów ( tak jak na przykład tutaj ). Zmieniłem skina bloga na jakiś retro-shit, który o dziwo całkiem przypadł mi do gustu. Jest to jednak forma przejściowa, ponieważ pracuję nad czymś co będzie wyglądało bardziej web 2.0 i w ogóle trendy. Zapraszam więc do czytania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)